Zima zimą ale najfajniej ....jak się kończy.Owszem ma swoje niebywałe uroki ale jestem z tych co cieszą się niezmiernie jak odchodzi wielkimi krokami.Tegoroczna nie była szczególnie wyjątkowa choć udało mi się uwiecznić jej naprawdę groźne oblicza.
Naprawdę już dawno nie widziałam oblodzonych gałązek na drzewach.Do tego skrzypiący śnieg pod stopami i niewiarygodnie biały krajobraz.Tak, czasami kocham zimę choć nie tak bardzo jak byłam małym dzieckiem, wtedy ten czas wydawał mi się dużo bardziej bajeczny.Cóż z wiekiem pewne rzeczy zaczynają mieć inny wymiar ale i tak lubię zimę w takim właśnie wydaniu.

A jak zima to wypadałoby zorganizować kulig a potem ognisko i pieczenie kiełbasek :).W tak uroczych okolicznościach przyrody to naprawdę niezwykła przyjemność.Dzieciaki radosne, skore do pomocy w szykowaniu ogniska.Wojna na śnieżki i robienie aniołka w śniegowym puchu............Cóż chcieć więcej. Naprawdę polecam by zimową porą choć raz zorganizować sobie
z najbliższymi taki popołudniowy relaks na świeżym powietrzu.Cudownie:).
I choć świat pędzi nieubłaganie przed siebie a my cierpimy na chroniczny brak czasu zawsze co roku staram się wymodzić jakąś nową świąteczną dekorację dla siebie i najbliższych.Lubię tworzyć i dzielić się tym z innymi.Lubię tę burzę mózgu w mojej głowie
i gonitwę myśli twórczych pragnących wydostać się na zewnątrz
i zaistnieć w formie czegoś miłego dla oka.
Zachwyt i radość na twarzach najbliższych jest niewątpliwie najlepszą nagrodą za często pokute i poparzone klejem palce.
Wtedy dość często zastanawiam się nad tym, że jednak chyba nie chciałabym zostać zawodową florystką.Hurtowe ilości wykonań
i co za tym idzie hurtowe ilości niedogodności z tym związanych to jednak nie do końca dla mnie.
Niemniej jednak czasami lubię stworzyć sobie coś miłego dla oka.
Takie małe pocieszajki.
Co roku na święta odbywa się u nas zwyczaj pieczenia pierniczków.W tym roku jednakże, głównie za namową mojej córci postanowiłam zmierzyć się
z piernikowym domkiem. Poczytałam to tu to tam, pozbierałam informacje
i zachęcona ofertą pomocy ze strony mego dziecka, upiekłam a raczej upiekłyśmy pyszny domek z piernika.Ze "szklanymi "szybkami oczywiście.Dekoracja w większej części została wykonana przez mą latorośl, ba pojawiły się nawet prezenty z galaretki pod choinką, która siłą rzeczy dopiekła się później wraz z ciasteczkami (stąd nie ma jej na zdjęciu).
Nie mogło również zabraknąć własnoręcznie przygotowanych prezentów. Myślę, że w dobie rzeczy wykonywanych w ilościach hurtowych i powielanych trendów w co drugim sklepie, warto tych najbliższych swemu sercu obdarować czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym.Tym bardziej jeżeli zna się ich gusta i aktualne potrzeby. Zaskoczenie i podziw w ich oczach jest tym piękniejsze im subtelniej na ich twarzach pojawia się uśmiech.
Pozdrawiam ....:) :) :)
Magmaja












